piątek, 15 lipca 2016

Koty na huśtawce

Jeśli komuś wydaje się, że ma deja vu to się nie myli:D Jako przerywnik po dwóch dużych haftach zapragnęłam wyszyć coś małego, szybkiego. Tak się akurat złożyło, że pojawiło się zapotrzebowanie na te same kociaki, które kiedyś już wyszywałam. Mowa oczywiście o kociakach Margaret Sherry. Tym razem jednak zmieniłam ciut ich kolorystykę. Zgubiłam gdzieś rozpiskę z przerobioną paletą z DMC na Ariadnę i teraz próbowałam odtworzyć ją od nowa, ale koniec końcem dobierałam kolorki  na oko. Myślę, że nie wyszło, aż tak źle.


Etapy powstawania kociaków:








I dla porównania hafcik jaki powstał parę lat temu:


Pozdrawiam serdecznie :)

niedziela, 12 czerwca 2016

Kary koń

Witajcie!

Jakoś trudno mi zmobilizować się do regularnego pisania po tak długiej nieobecności na blogu. Poza tym w domu remont w pełni i jakoś ciężko w ogóle przysiąść do komputera. Nie mniej jednak czas najwyższy pokazać kolejną pracę. Tym razem będzie to "Kary koń" - widziałam go niedawno na dwóch blogach, także widać, że wzór spodobał się nie tylko mi ;-) Jest to praca jaką zaczęłam wyszywać dobry rok temu, jeszcze jak studiowałam. Zaczęłam w lutym, a skończyłam w czerwcu z większymi przerwami oczywiście. A wyszywałam go jako przerywnik w nauce, gdyż urzekł mnie od razu jak tylko zobaczyłam go w gazetce "Igłą malowane". Do jego wyszycia potrzebne było zaledwie 6 kolorów mulin w odcieniach szarości, więc był to o wiele lepszy haft do wyszywania podczas nauki, aniżeli "Jesienny las", w którym było mnóstwo kolorów (sprawniejsze rozkładanie i chowanie całego rozgardiaszu).
Jedyną nowością była dla mnie czarna kanwa, z którą jeszcze nie miałam dotąd styczności. Obawiałam się, że będzie mi się trudno wyszywać, tym bardziej, że wyszywać zaczęłam w lutym, a więc w miesiące zimowe, gdzie wieczorami jest już ciemno. Jednak ku mojemu zaskoczeniu ta kanwa nie sprawiała mi żadnych trudności. Szło szybko i gładko. A wtedy jeszcze nie miałam dodatkowego oświetlenia, bazowałam jedynie na świetle sufitowym. Wtedy też nie miałam jeszcze krosna, a więc wyszywałam w rękach.


Trochę poszczególnych etapów podczas wyszywania:








I jeszcze rzut okiem na kilka szczegółów:




W pierwszej chwili myślałam, że ten haft będzie mniejszy w porównaniu z lasem. Z pewnością szło o tyle szybciej, że nie trzeba było wyszywać całego tła. Jednak największe było moje zaskoczenia gdy zaczęłam dobierać ramkę - jej wymiar okazał się jeszcze większy niż dla "Jesiennego lasu"!!!
Obraz został przeznaczony na prezent.


Teraz trochę danych technicznych:

Wzór: "Kary koń"
Pochodzi z Igłą Malowane nr 2/2015
Wielkość: 162 x 216 krzyżyków
Kanwa: Aida 14' czarna
Wielkość po wyhaftowaniu: 31,0 x 42,0 cm
Z kolei wielkość obrazu po oprawieniu: 43,6 x 54,6 cm
Mulina: Ariadna 
Ilość kolorów: 6
Wyszywałam 3 nitkami


Pozdrawiam serdecznie :)

środa, 27 kwietnia 2016

Krosno do wyszywania - moja opinia

Witajcie. Na samym początku dziękuję za miłe słowa odnośnie jesiennego haftu z poprzedniego posta.
Dzisiaj za to nie będzie żadnej z nowych prac, ale za to będzie moja opinia o jakże przydatnym sprzęcie, pomocnym podczas wyszywania, a który mogliście już zobaczyć w poprzednim poście podczas prezentacji jesiennego haftu. Z góry mówię, że to co napiszę to tylko i wyłącznie moja własna opinia odnośnie krosna, nie każdy musi się z nią zgadzać. Ale postanowiłam napisać o tym parę słów, może komuś ta opinia się przyda - sama się przyznam, że kiedy zamierzałam kupić krosno podczytywałam różne opinie na ich temat. Marzyłam by takie ustrojstwo mieć, ale bałam się wydawać tyle kasy na być może niezbyt trafiony zakup. Czas leciał i leciał, a mnie coraz bardziej bolał kark od skrzywionej pozycji podczas wyszywania. Dodam jeszcze, że do tej pory wyszywałam w ręku, ponieważ jakoś nie mogłam zgrać się z tamborkiem. Raz, że z czasem bolała mnie ręka od trzymania tamborka, dwa - nieraz gdy kanwy było więcej to męczyło mnie nieporęczne zawijanie i trzymanie takiej ilości materiału, i trzy - może to będzie śmieszne co napiszę, ale bałam się zakładać tamborek na wyszyty już obszar, gdyż zawsze się obawiałam zniekształcenia krzyżyków. Tak więc marzyłam o czymś stabilniejszym, co odciąży mój kark i co wreszcie odpowiednio napnie materiał, tak by krzyżyki wychodziły równe.

Spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami dotyczącymi krosna firmy Geppetto, jednak zniechęciła mnie cena (wraz z dodatkowymi łapkami przytrzymującymi materiał) oraz jego gabaryty - nie chciałam by zbyt mocno "zagracił" mi mój pokój, a przecież krosno nie będzie stało tylko na chwilę, tylko na dłuższy czas wyszywania, potrzebny do większych rozmiarów haftów. 
Wybrałam więc krosno ze sklepu kokardka.pl Cena jak dla mnie przystępna, jak na ustrojstwo, które nie wiem jak będzie się sprawowało - w końcu nigdy jeszcze nie miałam do czynienia z żadnym krosnem i pracy na nim.

Przesyłka dotarła bardzo szybko i tutaj nadmienię, że kiedy sklep kokardka.pl posiadał dawną starą odsłonę i wąski asortyment (głównie same materiały do haftu krzyżykowego) to przesyłki były realizowane w bardzo szybkim tempie, teraz po zmianach jakie zaszły w sklepie, na realizację zamówienia trzeba się "trochę" naczekać, i niestety w negatywnym znaczeniu tego słowa :/


Ale wróćmy do krosna. Od razu kiedy otrzymałam przesyłkę przystąpiłam do złożenia tego ustrojstwa. Poszło nawet szybko i sprawnie, jedynie jedna śruba stawiała mi opór:D Na krosno  od razu wskoczył jesienny haft, który akurat wtedy miałam na warsztacie (zakup nastąpił w lipcu ubiegłego roku, ale w tamtym czasie miałam przerwę od bloga także dopiero teraz nadrabiam wpisy). I hmm.. Wystąpiły pierwsze problemy.. Mianowicie górny wałek nie chciał przejść przez oczko w listwie bocznej. Próbowałam rozchylić oczka ale ni w ząb. Zresztą przez wszystkie oczka wałki przechodziły dość opornie. Jak dla mnie są zbyt sztywne. No ale nic, jakoś wszystko zostało umocowane.


Obszar roboczy rozpiętej kanwy to rozpiętość 30-35 cm, w zależności, w które oczka włożymy wałki. Jak dla mnie najwęższa rozstawa jest jak najbardziej odpowiednia. Pewnie przy dużo większych haftach, większa rozstawa też będzie ok.
Ale jest kolejny minus. Kanwa nie została dobrze napięta w środkowej części materiału... Nie mam żadnych klamr, także z pomocą przyszła mi taśma klejąca - obkleiłam tylko samą listewkę z wystającą jedynie końcówką kanwy (trzymało dobrze, przez cały czas wyszywania, czyli jakieś 4 miesiące, nic się nie rozklejało). 
Maksymalna szerokość rozpiętej kanwy to 60 cm. Dla naprawdę dużych haftów to mało, ale ja aż tak wielkich nie wyszywam, więc na moje potrzeby jest dobrze.
A i jeszcze jeden minus - podczas wyszywania przeszkadzała mi dolna poprzeczna listwa przytrzymująca pionowe boczne listewki - u mnie wypadała mniej więcej na wysokości kolan i dość niewygodnie się przy niej siedzi.. Może gdyby była przymocowana wyżej to by było lepiej, ale nie wiem czy wtedy nie krępowałaby ruchów rąk.. Ale co tu gdybać, tego się nie zmieni. Otworki w listwach są na takiej wysokości a nie innej i tak musi pozostać.
Teraz obracanie obszaru roboczego. Gdy ktoś wyszywa nie zakańczając nitki z tyłu haftu to dla niego problemu nie będzie, ja jednak rozpoczynam i zakańczam nitki z tyłu haftu i tutaj pojawia się pewne ograniczenie. Sam obszar roboczy, że tak go nazwę, obraca się nie zupełnie o 360 st. tylko w połowie. Dodatkowo doczepiam sobie lampkę na klamrę (również nowy zakup, jakże potrzebny) i wtedy pełny obrót zupełnie nie wchodzi w grę. Na dłuższą metę idzie się przyzwyczaić. Jeśli chodzi o samo doczepienie dodatkowego oświetlenia to dodam, że niemożliwe jest zaczepienie jej na listwę górną, gdyż od razu opada cały obszar roboczy (chociaż może to wina mojej lampki, gdyż posiadam ledową żarówkę a ona jest dość ciężka), także mogę ją podczepić jedynie do listwy bocznej.


Były minusy, to teraz plusy - w końcu jakieś plusy też są ;-) Wysokość krosna (95 cm) jak dla mnie jest w pełni odpowiednia. Samej wysokości krosna nie można nijak regulować - a to jest minusem, no ale przy tej cenie, nie można się wiele spodziewać - coś za coś. Ja przy krośnie siedzę na regulowanym fotelu od biurka z komputerem, także wysokość mogę sobie regulować samym krzesłem. Siedząc na zwykłym fotelu było mi za nisko, jeśli chodzi o górny obszar wyszywania, ale za to jak najbardziej wygodnie podczas wyszywania dolnych partii obrazu. Co prawda nie próbowałam wyszywać siedząc na zwykłym krześle - ale to dlatego, że jak już dłuższy czas siedzę podczas wyszywania to wolę na czymś miękkim :D
Do największej korzyści zaliczam fakt, że wreszcie przestał mnie boleć kark podczas wyszywania, ponieważ głowa nie jest przekrzywiona w dół. A i zarazem kręgosłup jest wyprostowany:) 
Kolejną zaletą jest fakt, że obie ręce są wolne, bo nie trzeba trzymać materiału w ręku, także obiema można operować przy nitkach. 
Napięcie kanwy (przy pomocy jakichś dodatkowych klamerek czy taśmy klejącej) też jest odpowiednie, więc samo wyszywanie stało się o wiele sprawniejsze.

I to by było chyba na tyle. Może kogoś zaciekawi moja opinia o tym właśnie krośnie. Posiada ono sporo minusów (chociaż może jestem zbyt wymagająca), ale suma sumarum od czasu gdy je mam wyszywanie stało się dużo sprawniejsze i szybsze, także jestem zadowolona z zakupu. Jak na moje potrzeby jest dobre :)

A Wy używacie krosna, tamborka czy wyszywacie w rękach?
Pozdrawiam serdecznie:)

środa, 16 marca 2016

Jesienny las

Pierwszy, ze skończonych haftów jaki zaprezentuję to "Jesienny las".
Dawni czytelnicy mojego bloga może pamiętają, że po raz pierwszy napisałam o nim tutaj, później tutaj. Zaczęłam wyszywać go w lipcu 2014 r. i wyszywałam aż do jesieni, czyli października 2014 r. Później musiałam schować go do szuflady, gdyż postanowiłam kontynuować studia na drugim stopniu i w ciągu roku akademickiego nie zajmowałam się dużymi projektami, do których potrzeba dużej ilości nitek. W między czasie powstawał jednak inny, mniejszy haft, ale o nim innym razem. W wakacje zeszłego roku znów wróciłam do wyszywania tego pięknego, choć wymagającego haftu (z mniejszymi bądź większymi przerwami). Były chwile zwątpienia, gdyż tak jak już wspomniałam, haft ten nie należy do najłatwiejszych. Mnóstwo tu kolorów w pojedynczych krzyżykach, trochę zbyt podobnych odcieni, co spowalniało pracę. Nie mniej jednak jakoś udało mi się dotrwać do końca, i w sumie dopiero pod koniec wróciła werwa w wyszywaniu - pewnie dlatego, że widać było, że koniec już bliski oraz motywował mnie coraz piękniejszy urok powstającego widoku. I coś co jeszcze mi się w nim podoba -  żywe kolory, żywa zieleń (chociaż nota bene mało kojarząca się z jesienią;-) ). 
30 listopada, niewiele minut przed północą, postawiłam ostatni krzyżyk :)

Przechodząc wreszcie do zdjęć (a będzie ich spooooro), tutaj stan haftu przed przerwaniem wyszywania na dłuższy czas:


I kolejne większe postępy podczas wyszywania (nawiasem mówiąc, na zdjęciach widoczny jest mój nowy zakup, ale o nim napiszę w jednym z kolejnych postów):






I wreszcie całość:



I jeszcze parę szczegółów:




Ramkę do tego widoczku kupiłam na wymiar wraz z dobranym kolorystycznie passepartout. Na zdjęciu widoczna jest również ramka do innego haftu, który pokażę niebawem ;-)


I całość po oprawieniu! Zdjęć wrzucam kilka, gdyż nie mogłam zdecydować się na jedno jedyne  ;-)




I zbliżenie na passepartout, które docięte jest pod pewnym kątem. Obawiałam się o kolorystykę zieleni na żywo, bo jednak wszystko było dobierane poprzez monitor komputera a w ten sposób jak wiadomo mogą być przekłamania w odcieniu. Jednak po otrzymaniu przesyłki odetchnęłam z ulgą, gdyż odcień zieleni wpasował się idealnie:)


Teraz trochę danych technicznych:

Wzór: "Jesienny las" M. Kucharczyka
Pochodzi z Haftów Polskich nr 10/2009
Wielkość: 190 x 133 krzyżyków
Kanwa: Aida 14'
Wielkość po wyhaftowaniu: 24,4 x 37,3 cm
Z kolei wielkość obrazu po oprawieniu: 37,0 x 49,9 cm
Mulina: Ariadna zakupiona z zestawu z Coricamo
Ilość kolorów: 40
Wyszywałam 3 nitkami



Mulinę kupiłam w zestawie dobranym konkretnie do tego wzoru w sklepie Coricamo. W skład zestawu wchodziły całe motki a nie pojedyncze pasma muliny. Tutaj jako ciekawostkę zamieszczam zdjęcie podglądowe ile muliny pozostało mi po ukończeniu wzoru. Zgodnie ze schematem powinnam wyszywać dwoma nitkami muliny, ja jednak wyszywałam 3 (nie lubię prześwitów na kanwie), a z tego co widać pozostało mi jeszcze 5 motków w ogóle nie tkniętych (po lewej stronie) oraz cała masa nici w różnym stopniu wykorzystanych kolorów. Ale motki na pewno się nie zmarnują i wykorzystam je do innych prac. Z Coricamo oprócz tego zestawu kupiłam muliny jeszcze na 4 inne duże hafty. Jeżeli z nich pozostanie mi porównywalnie tyle samo muliny to będę miała zapas na długie lata :D (w końcu swoich zapasów też mam ogrom :D )


Mam nadzieję, że Was nie przynudziłam tym długawym postem ;-)
Pozdrawiam:)

niedziela, 13 marca 2016

Powrót na bloga i wygrane candy!!!

Witajcie!
Przez prawie rok nie pojawiałam się na swoim blogu.. to strasznie długi czas...
Najważniejszym powodem mojej nieobecności było przygotowywanie i pisanie pracy magisterskiej. Postanowiłam przez ten czas maksymalnie ograniczyć niektóre sprawy, w tym hobby, tak by czas w większości móc poświęcić pisaniu i nauce. Pod koniec stycznia zdałam ostatnie kolokwia i egzaminy, a 10 marca obroniłam swoją pracę! Tak więc pewien etap w moim życiu został już zamknięty. Kiedyś czekałam na to z utęsknieniem, teraz czuć żal, że po nieco ponad 5 latach studiów coś się kończy.. Ale wraz z końcem zawsze jest też początek czegoś nowego:)



Teraz, kiedy obronę mam już za sobą, mogę powrócić tutaj na bloga! Chociaż przez ten rok tworzyłam dużo mniej to jednak parę rzeczy powstało :) Tylko pozostaje pytanie, czy ktoś tutaj jeszcze zagląda?

Poza tym chciałabym się jeszcze czymś pochwalić. Pod koniec ubiegłego roku wzięłam udział w zabawie zorganizowanej przez Magdę na blogu mulinkowyswiat.blogspot.com
Ostatnio rzadko brałam udział w tego typu zabawach, jednak tym razem skusiły mnie prezentowane nagrody. Zawsze chciałam przetestować muliny Madeira, ze względu na ich odmienne od pozostałych mulin opakowanie, a także kusił mnie oferowany hafcik. Jakież było moje zaskoczenie, gdy przeczytałam, że to ja to candy wygrałam!! Dosłownie skakałam pod sam sufit ze szczęścia:)


Parę dni później Magda przesłała mi nagrodę i oprócz zestawu do wyszycia, mulin i igieł w kopercie znalazłam jeszcze cudną zakładkę z psiakami, która zdobi teraz moją półkę:) Magda trafiła w dziesiątkę, gdyż nie dość że uwielbiam psiaki (i koty) to jeszcze jednym z trzech moich ulubionych kolorów jest właśnie niebieski :)



W tym miejscu przepraszam, że tak długo zwlekałam z publikacją wygranej na moim blogu, jednak jak wiecie przez ostatni dość długi czas byłam nieobecna na blogu i postanowiłam napisać tutaj jak już tak naprawdę powrócę do pisania. Niemniej jednak wygrana naprawdę mnie bardzo cieszy i już nie mogę doczekać się kiedy będę mogła zacząć wyszywać owy hafcik:) Jednak musi on poczekać w kolejce, gdyż mam listę haftów priorytetowych, które muszą być wyszyte w najbliższej kolejności.




Pozdrawiam wszystkich zaglądających :)
W następnym poście pokażę coś z moich wykończonych haftów, także warto zaglądać:)