czwartek, 3 listopada 2016

Coś nowego - beading!

Dzisiaj zaprezentuję Wam coś z zupełnie nowej techniki, jakiej wcześniej jeszcze u mnie nie było. Od dłuższego czasu podglądałam na blogach biżuterię z koralików po cichu zazdroszcząc, że ja czegoś takiego nie umiem. No ale zaraz zaraz.. jak to nie umiem? Trzeba było więc spróbować i się przekonać. Pierwsze próby to były sznury koralikowe robione szydełkiem. Kilka ich powstało, ale niestety wszystkie zdjęcia mam na laptopie, który jakiś czas temu poszedł do naprawy i muszę poczekać z ich publikacją. Zatem dziś pokażę coś zupełnie niechronologicznie i będzie to dopiero co skończona bransoletka, tyle że nie ze sznura koralikowego a szyta na tzw. cegiełkę. Sam schemat pochodzi z najnowszego numeru Twórczych Inspiracji (nr 6/2016), jednak trochę ją sobie zmodyfikowałam. Użyłam tutaj koralików Super Duo (lub też nazywanych Twin) w kolorze Luster White i Aquamarine, a także kilka koralików Toho 11 Luster White potrzebnych do uszycia zapięcia. Samo zapięcie skromne, ponieważ nie chciałam odwracać uwagi od wzoru z podłużnych koralików, który tutaj gra pierwsze skrzypce. Zrezygnowałam z obszycia bransoletki dookoła drobnymi koralikami tak jak to sugerował wzór, gdyż ta forma prostoty tak mnie urzekła, że nie chciałam już nic więcej dodawać ;-)




Pozdrawiam serdecznie :)

niedziela, 9 października 2016

Szerszeń w zaroślach

Witajcie :)
Znów trochę na blogu mnie nie było, ale to dlatego, że nie miałam nic nowego do pokazania. Od jakiegoś czasu pracuję nad kolejnym dość sporych rozmiarów haftem, także nie było nic ukończonego do opublikowania. Jednak we wrześniu chwyciłam za szydełko i wydziergałam pewnego jegomościa szerszenia. Korzystając z ostatnich słonecznych dni wrześniowych udałam się z nim na sesję w plenerze. Na początek chciałam zrobić zdjęcia bez czapeczki, lecz hm.. sądząc po minie szerszeń troszkę się zdenerwował:) 


Pospiesznie zabrał czapeczkę i strzelił z lekka małego focha.. Widząc nadal błysk flesza urażony sobie odmaszerował..








Aż przycupnął sobie, nadal nieprzerwanie się gniewając ;-)


Maskotka ma ok 20 cm wysokości na stojąco, więc jest całkiem spora. Wykonana jest w przeważającej większości z włóczki Dalia oraz Malwa (głowa, łapki). Robiąc skrzydełka użyłam białej włóczki Red Heart Shimmer z domieszką skrzącej się niteczki. Wzór pochodzi z najnowszego numeru Anny Specjalnej Amugurumi.

Witam nowe obserwatorki mojego bloga, miło mi że dołączyłyście do grona odwiedzających mój kącik :)
Pozdrawiam serdecznie:)

piątek, 15 lipca 2016

Koty na huśtawce

Jeśli komuś wydaje się, że ma deja vu to się nie myli:D Jako przerywnik po dwóch dużych haftach zapragnęłam wyszyć coś małego, szybkiego. Tak się akurat złożyło, że pojawiło się zapotrzebowanie na te same kociaki, które kiedyś już wyszywałam. Mowa oczywiście o kociakach Margaret Sherry. Tym razem jednak zmieniłam ciut ich kolorystykę. Zgubiłam gdzieś rozpiskę z przerobioną paletą z DMC na Ariadnę i teraz próbowałam odtworzyć ją od nowa, ale koniec końcem dobierałam kolorki  na oko. Myślę, że nie wyszło, aż tak źle.


Etapy powstawania kociaków:








I dla porównania hafcik jaki powstał parę lat temu:


Pozdrawiam serdecznie :)

niedziela, 12 czerwca 2016

Kary koń

Witajcie!

Jakoś trudno mi zmobilizować się do regularnego pisania po tak długiej nieobecności na blogu. Poza tym w domu remont w pełni i jakoś ciężko w ogóle przysiąść do komputera. Nie mniej jednak czas najwyższy pokazać kolejną pracę. Tym razem będzie to "Kary koń" - widziałam go niedawno na dwóch blogach, także widać, że wzór spodobał się nie tylko mi ;-) Jest to praca jaką zaczęłam wyszywać dobry rok temu, jeszcze jak studiowałam. Zaczęłam w lutym, a skończyłam w czerwcu z większymi przerwami oczywiście. A wyszywałam go jako przerywnik w nauce, gdyż urzekł mnie od razu jak tylko zobaczyłam go w gazetce "Igłą malowane". Do jego wyszycia potrzebne było zaledwie 6 kolorów mulin w odcieniach szarości, więc był to o wiele lepszy haft do wyszywania podczas nauki, aniżeli "Jesienny las", w którym było mnóstwo kolorów (sprawniejsze rozkładanie i chowanie całego rozgardiaszu).
Jedyną nowością była dla mnie czarna kanwa, z którą jeszcze nie miałam dotąd styczności. Obawiałam się, że będzie mi się trudno wyszywać, tym bardziej, że wyszywać zaczęłam w lutym, a więc w miesiące zimowe, gdzie wieczorami jest już ciemno. Jednak ku mojemu zaskoczeniu ta kanwa nie sprawiała mi żadnych trudności. Szło szybko i gładko. A wtedy jeszcze nie miałam dodatkowego oświetlenia, bazowałam jedynie na świetle sufitowym. Wtedy też nie miałam jeszcze krosna, a więc wyszywałam w rękach.


Trochę poszczególnych etapów podczas wyszywania:








I jeszcze rzut okiem na kilka szczegółów:




W pierwszej chwili myślałam, że ten haft będzie mniejszy w porównaniu z lasem. Z pewnością szło o tyle szybciej, że nie trzeba było wyszywać całego tła. Jednak największe było moje zaskoczenia gdy zaczęłam dobierać ramkę - jej wymiar okazał się jeszcze większy niż dla "Jesiennego lasu"!!!
Obraz został przeznaczony na prezent.


Teraz trochę danych technicznych:

Wzór: "Kary koń"
Pochodzi z Igłą Malowane nr 2/2015
Wielkość: 162 x 216 krzyżyków
Kanwa: Aida 14' czarna
Wielkość po wyhaftowaniu: 31,0 x 42,0 cm
Z kolei wielkość obrazu po oprawieniu: 43,6 x 54,6 cm
Mulina: Ariadna 
Ilość kolorów: 6
Wyszywałam 3 nitkami


Pozdrawiam serdecznie :)

środa, 27 kwietnia 2016

Krosno do wyszywania - moja opinia

Witajcie. Na samym początku dziękuję za miłe słowa odnośnie jesiennego haftu z poprzedniego posta.
Dzisiaj za to nie będzie żadnej z nowych prac, ale za to będzie moja opinia o jakże przydatnym sprzęcie, pomocnym podczas wyszywania, a który mogliście już zobaczyć w poprzednim poście podczas prezentacji jesiennego haftu. Z góry mówię, że to co napiszę to tylko i wyłącznie moja własna opinia odnośnie krosna, nie każdy musi się z nią zgadzać. Ale postanowiłam napisać o tym parę słów, może komuś ta opinia się przyda - sama się przyznam, że kiedy zamierzałam kupić krosno podczytywałam różne opinie na ich temat. Marzyłam by takie ustrojstwo mieć, ale bałam się wydawać tyle kasy na być może niezbyt trafiony zakup. Czas leciał i leciał, a mnie coraz bardziej bolał kark od skrzywionej pozycji podczas wyszywania. Dodam jeszcze, że do tej pory wyszywałam w ręku, ponieważ jakoś nie mogłam zgrać się z tamborkiem. Raz, że z czasem bolała mnie ręka od trzymania tamborka, dwa - nieraz gdy kanwy było więcej to męczyło mnie nieporęczne zawijanie i trzymanie takiej ilości materiału, i trzy - może to będzie śmieszne co napiszę, ale bałam się zakładać tamborek na wyszyty już obszar, gdyż zawsze się obawiałam zniekształcenia krzyżyków. Tak więc marzyłam o czymś stabilniejszym, co odciąży mój kark i co wreszcie odpowiednio napnie materiał, tak by krzyżyki wychodziły równe.

Spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami dotyczącymi krosna firmy Geppetto, jednak zniechęciła mnie cena (wraz z dodatkowymi łapkami przytrzymującymi materiał) oraz jego gabaryty - nie chciałam by zbyt mocno "zagracił" mi mój pokój, a przecież krosno nie będzie stało tylko na chwilę, tylko na dłuższy czas wyszywania, potrzebny do większych rozmiarów haftów. 
Wybrałam więc krosno ze sklepu kokardka.pl Cena jak dla mnie przystępna, jak na ustrojstwo, które nie wiem jak będzie się sprawowało - w końcu nigdy jeszcze nie miałam do czynienia z żadnym krosnem i pracy na nim.

Przesyłka dotarła bardzo szybko i tutaj nadmienię, że kiedy sklep kokardka.pl posiadał dawną starą odsłonę i wąski asortyment (głównie same materiały do haftu krzyżykowego) to przesyłki były realizowane w bardzo szybkim tempie, teraz po zmianach jakie zaszły w sklepie, na realizację zamówienia trzeba się "trochę" naczekać, i niestety w negatywnym znaczeniu tego słowa :/


Ale wróćmy do krosna. Od razu kiedy otrzymałam przesyłkę przystąpiłam do złożenia tego ustrojstwa. Poszło nawet szybko i sprawnie, jedynie jedna śruba stawiała mi opór:D Na krosno  od razu wskoczył jesienny haft, który akurat wtedy miałam na warsztacie (zakup nastąpił w lipcu ubiegłego roku, ale w tamtym czasie miałam przerwę od bloga także dopiero teraz nadrabiam wpisy). I hmm.. Wystąpiły pierwsze problemy.. Mianowicie górny wałek nie chciał przejść przez oczko w listwie bocznej. Próbowałam rozchylić oczka ale ni w ząb. Zresztą przez wszystkie oczka wałki przechodziły dość opornie. Jak dla mnie są zbyt sztywne. No ale nic, jakoś wszystko zostało umocowane.


Obszar roboczy rozpiętej kanwy to rozpiętość 30-35 cm, w zależności, w które oczka włożymy wałki. Jak dla mnie najwęższa rozstawa jest jak najbardziej odpowiednia. Pewnie przy dużo większych haftach, większa rozstawa też będzie ok.
Ale jest kolejny minus. Kanwa nie została dobrze napięta w środkowej części materiału... Nie mam żadnych klamr, także z pomocą przyszła mi taśma klejąca - obkleiłam tylko samą listewkę z wystającą jedynie końcówką kanwy (trzymało dobrze, przez cały czas wyszywania, czyli jakieś 4 miesiące, nic się nie rozklejało). 
Maksymalna szerokość rozpiętej kanwy to 60 cm. Dla naprawdę dużych haftów to mało, ale ja aż tak wielkich nie wyszywam, więc na moje potrzeby jest dobrze.
A i jeszcze jeden minus - podczas wyszywania przeszkadzała mi dolna poprzeczna listwa przytrzymująca pionowe boczne listewki - u mnie wypadała mniej więcej na wysokości kolan i dość niewygodnie się przy niej siedzi.. Może gdyby była przymocowana wyżej to by było lepiej, ale nie wiem czy wtedy nie krępowałaby ruchów rąk.. Ale co tu gdybać, tego się nie zmieni. Otworki w listwach są na takiej wysokości a nie innej i tak musi pozostać.
Teraz obracanie obszaru roboczego. Gdy ktoś wyszywa nie zakańczając nitki z tyłu haftu to dla niego problemu nie będzie, ja jednak rozpoczynam i zakańczam nitki z tyłu haftu i tutaj pojawia się pewne ograniczenie. Sam obszar roboczy, że tak go nazwę, obraca się nie zupełnie o 360 st. tylko w połowie. Dodatkowo doczepiam sobie lampkę na klamrę (również nowy zakup, jakże potrzebny) i wtedy pełny obrót zupełnie nie wchodzi w grę. Na dłuższą metę idzie się przyzwyczaić. Jeśli chodzi o samo doczepienie dodatkowego oświetlenia to dodam, że niemożliwe jest zaczepienie jej na listwę górną, gdyż od razu opada cały obszar roboczy (chociaż może to wina mojej lampki, gdyż posiadam ledową żarówkę a ona jest dość ciężka), także mogę ją podczepić jedynie do listwy bocznej.


Były minusy, to teraz plusy - w końcu jakieś plusy też są ;-) Wysokość krosna (95 cm) jak dla mnie jest w pełni odpowiednia. Samej wysokości krosna nie można nijak regulować - a to jest minusem, no ale przy tej cenie, nie można się wiele spodziewać - coś za coś. Ja przy krośnie siedzę na regulowanym fotelu od biurka z komputerem, także wysokość mogę sobie regulować samym krzesłem. Siedząc na zwykłym fotelu było mi za nisko, jeśli chodzi o górny obszar wyszywania, ale za to jak najbardziej wygodnie podczas wyszywania dolnych partii obrazu. Co prawda nie próbowałam wyszywać siedząc na zwykłym krześle - ale to dlatego, że jak już dłuższy czas siedzę podczas wyszywania to wolę na czymś miękkim :D
Do największej korzyści zaliczam fakt, że wreszcie przestał mnie boleć kark podczas wyszywania, ponieważ głowa nie jest przekrzywiona w dół. A i zarazem kręgosłup jest wyprostowany:) 
Kolejną zaletą jest fakt, że obie ręce są wolne, bo nie trzeba trzymać materiału w ręku, także obiema można operować przy nitkach. 
Napięcie kanwy (przy pomocy jakichś dodatkowych klamerek czy taśmy klejącej) też jest odpowiednie, więc samo wyszywanie stało się o wiele sprawniejsze.

I to by było chyba na tyle. Może kogoś zaciekawi moja opinia o tym właśnie krośnie. Posiada ono sporo minusów (chociaż może jestem zbyt wymagająca), ale suma sumarum od czasu gdy je mam wyszywanie stało się dużo sprawniejsze i szybsze, także jestem zadowolona z zakupu. Jak na moje potrzeby jest dobre :)

A Wy używacie krosna, tamborka czy wyszywacie w rękach?
Pozdrawiam serdecznie:)